Midnight Moments - recenzja
2026-07-30
Wiecie, jaki mam największy problem z modelarstwem?
Brak miejsca na półkach. 😭
Serio. Uwielbiam składać różnego rodzaju modele i dioramy, ale prędzej czy później dochodzi się do momentu, w którym człowiek patrzy na swoje mieszkanie i zastanawia się, czy telewizor naprawdę jest aż tak potrzebny.
Dlatego kiedy zobaczyłam Midnight Moments, pomyślałam sobie:
"Okej... może cyfrowe dioramy to jest rozwiązanie moich problemów."
🚨👉Otrzymałam bezpłatny egzemplarz tego produktu do recenzji od serwisu KeyMailer👈🚨
Na szczęście mój partner biznesowy Keymailer miał grę w swoim katalogu, więc zgłosiłam się po dostęp. Po kilku tygodniach dostałam maila z akceptacją i... powiedzmy tylko tyle, że mój poziom ekscytacji był nieproporcjonalnie wysoki jak na wiadomość o budowaniu małego cyberpunkowego miasteczka.
I wiecie co?
Nie?
To się zaraz dowiecie 🤣
To się zaraz dowiecie 🤣
Cozy level: bardzo wysoki
Midnight Moments ma w sobie dokładnie to, czego szukam w grach cozy.
Zero pośpiechu.
Zero liczników.
Zero presji.
Po prostu budujesz własny fragment neonowego miasta, stawiasz budynki, projektujesz alejki, wybierasz wysokość chodników, dekorujesz otoczenie... i nagle orientujesz się, że minęła godzina, a ty od piętnastu minut zastanawiasz się, czy ta latarnia powinna stać trzy kratki dalej.
To jest ten rodzaj gry, który bardzo łatwo wciąga.
Niestety... po chwili zaczynają wychodzić ograniczenia
Im dłużej grałam, tym bardziej zauważałam rzeczy, które trochę ograniczają kreatywność.
Najbardziej brakowało mi swobodniejszego obracania elementów.
Obecnie obrót elementów odbywa się wyłącznie o 90 stopni, a przyciąganie do siatki jest dość sztywne. Czasami naprawdę chciałabym przesunąć ławkę dosłownie odrobinę w bok albo lekko przekręcić jakiś element, żeby scena wyglądała bardziej naturalnie.
Drugim minusem jest brak personalizacji mieszkańców.
Postacie są losowane automatycznie i... to działa.
Ale bardzo chciałabym móc zmienić im chociaż kolory ubrań, ustawić pozę, posadzić na krześle albo wręczyć kubek z kawą.
Czy to fanaberia?
Może trochę.
Ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że dioramy zaczynają opowiadać własne historie. Gdyby twórcy dodali podobne możliwości, moja ocena gry wzrosłaby naprawdę zauważalnie.
Klimat robi robotę
Pod względem audiowizualnym Midnight Moments naprawdę trafia w mój gust.
Low-poly grafika połączona z delikatnym ambientem tworzy bardzo przyjemny klimat. Z bliska oczywiście widać uproszczenia modeli, ale... szczerze?
Nie po to patrzy się na dioramę z odległości kilku centymetrów.
Największe wrażenie robi cały obraz - neonowe uliczki, mokre chodniki i spokojna atmosfera. Wszystko razem wygląda jak okładka playlisty lo-fi, którą można oglądać godzinami.
Warto pamiętać
Grałam w wersję przedpremierową.
To ważna informacja, ponieważ wiele elementów może jeszcze zostać poprawionych, rozbudowanych albo całkowicie zmienionych przed premierą.
Na ten moment najbardziej odczułam niewielką liczbę dekoracji. Po kilku godzinach miałam wrażenie, że wykorzystałam już większość dostępnych elementów i po prostu... chciałam więcej.
A to chyba całkiem dobry znak.
Podsumowanie
Jeżeli znacie **Dystopikę**, to Midnight Moments bardzo szybko wyda się wam znajome. Skala jest mniejsza, ale założenie podobne — tworzenie klimatycznych cyberpunkowych dioram bez żadnej presji.
To produkcja, przy której można spokojnie usiąść z kubkiem herbaty, włączyć ulubioną playlistę na YouTube i po prostu odpocząć.
Czy gra jest idealna?
Jeszcze nie.
Czy ma ogromny potencjał?
Zdecydowanie tak.
Będę z dużym zainteresowaniem śledzić jej dalszy rozwój, bo jeśli twórcy rozbudują możliwości budowania i dodadzą więcej elementów dekoracyjnych, Midnight Moments może stać się jedną z tych gier, do których wraca się regularnie tylko po to... żeby przez godzinę przesuwać jedną ławkę o kilka centymetrów.
I szczerze?
Ja kompletnie nie widzę w tym problemu.
Komentarze (Potrzebne konto na GitHub)
Komentarze Giscus są wyłączone do czasu zgody na treści zewnętrzne.