Pixel Washer – świnka, błoto i bardzo duży apetyt na więcej
2026-06-03
Jedne gry sprzedają się gameplayem, drugie sprzedają się grafiką, a potem jest Pixel Washer, które już na etapie opisu sprzedaje się samym pomysłem.
Bo umówmy się.
Gra o śwince, której życiowym powołaniem jest umycie z błota całego świata?
To jest dokładnie ten rodzaj absurdu, który uwielbiam.
Ale zanim przejdziemy do samej rozgrywki, muszę wspomnieć o czymś jeszcze.
🚨👉 Oświadczenie: 👈🚨
🚨👉Otrzymałam bezpłatny egzemplarz tego produktu do recenzji od serwisu KeyMailer👈🚨
Ach, Acclaim...
Wasze logo nadal wywołuje u mnie bardzo ciepłe wspomnienia. Seria Re-Volt zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku, a jej soundtrack do dziś potrafi aktywować poziomy nostalgii niebezpieczne dla produktywności.
Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy podczas uruchamiania Pixel Washer zobaczyłam znajome logo. Sam fakt, że Acclaim jest wydawcą tej produkcji, od razu przyciągnął moją uwagę.
Na szczęście za sympatycznym pomysłem idzie również całkiem przyjemna rozgrywka.
Nasza dzielna świnka przemierza kolejne poziomy i przy pomocy myjki ciśnieniowej walczy z wszechobecnym błotem. Mechanika jest bardzo prosta, ale działa dokładnie tak, jak powinna działać w cozy grze tego typu.
A co najważniejsze...
MOŻNA CHRUMKAĆ.
Nie wiem, czy poprawnym określeniem jest „chrumkanie” czy może „oinkanie”, ale fakt pozostaje faktem.
Można wydawać odgłosy świnki.
10/10.
Gra roku.
Dziękuję za uwagę.
Dobrze, dobrze. Wróćmy do recenzji.
Jedną z rzeczy, które bardzo przypadły mi do gustu, jest system podświetlania zabrudzeń. Brudne obiekty emitują charakterystyczny efekt „smrodku”, dzięki czemu łatwiej znaleźć miejsca wymagające doczyszczenia.
I uwierzcie mi...
Przynajmniej dwa razy uratowało mnie to przed przedwczesnym osiwieniem.
Każdy fan PowerWash Simulator wie, że znalezienie tego jednego brakującego piksela brudu potrafi czasem zająć więcej czasu niż wyczyszczenie całej mapy.
Niestety nie wszystkie elementy wypadają równie dobrze.
Największe mieszane uczucia mam względem sterowania myszką. Czułam delikatne opóźnienie podczas ruchów, które momentami sprawiało, że celowanie myjką wydawało się mniej precyzyjne, niż bym chciała. Nie jestem jeszcze przekonana, czy jest to świadoma decyzja projektowa, czy coś, co zostanie poprawione przed premierą.
W wersji demonstracyjnej otrzymujemy sześć map do przejścia. Jedna z nich jest nawet mini-grą typu Memory, gdzie odkrywamy karty i próbujemy odnaleźć pasujące pary.
Przyznam, że było to całkiem sympatyczne urozmaicenie tempa rozgrywki.
Podczas zabawy zbierałam również walutę, jednak nigdzie nie udało mi się jej wykorzystać. Zakładam, że w pełnej wersji gry posłuży ona do ulepszania myjki lub odblokowywania dodatkowych funkcji.
I właśnie tutaj pojawia się mój największy problem z demem.
Niedosyt.
Ogromny niedosyt.
Mam wrażenie, że twórcy pokazali mi dosłownie ułamek tego, czym Pixel Washer ma docelowo być. Sześć map i jedna podstawowa myjka to trochę za mało, żeby dobrze ocenić potencjał systemów progresji czy przyszłych mechanik.
Bardzo chciałabym już teraz sprawdzić ulepszenia sprzętu, modyfikacje myjki, nowe narzędzia i wszystkie te elementy, które prawdopodobnie pojawią się w pełnej wersji.
Niestety demo kończy się dokładnie w momencie, kiedy zaczynałam się naprawdę rozkręcać.
Czy polecam?
Na ten moment ciężko mi wydać jednoznaczny werdykt.
Jeżeli finalna cena będzie rozsądna, a pełna wersja rozwinie wszystkie systemy, które dopiero zarysowano w demie, może z tego wyjść naprawdę przyjemna pozycja dla fanów cozy symulatorów.
Nie wystawię jednak oceny liczbowej.
Demo dało mi za mało materiału, żebym mogła uczciwie powiedzieć, czy jest to gra na 6, 8 czy 10 punktów.
Dostałam małą próbkę.
Spodobała mi się.
I teraz po prostu czekam na dokładkę.
Trailer:
Komentarze (Potrzebne konto na GitHub)
Komentarze Giscus są wyłączone do czasu zgody na treści zewnętrzne.