Recenzja Darwin’s Paradox
2026-04-30
Historia zaczyna się dość niewinnie. Nasz bohater zostaje wyrzucony daleko od domu i musi znaleźć drogę powrotną. Jednak z czasem klimat robi się coraz dziwniejszy, bardziej niepokojący i momentami wręcz surrealistyczny. Gra bardzo dobrze buduje atmosferę zagubienia oraz poczucia, że coś tutaj jest bardzo nie tak. Całość jest przedstawiona z dozą humoru i nawiązywania do innych gier oraz popkultury a to, bardzo uwielbiam!
Pierwsze, co mocno rzuca się w oczy, to responsywność sterowania. Nasza ośmiorniczka porusza się bardzo płynnie i precyzyjnie, co w platformówkach jest absolutnie kluczowe. Da się grać na klawiaturze, ale moim zdaniem ta produkcja wręcz prosi się o pada (co nawet jest zaznaczane przez twórców).
Bardzo spodobało mi się też podejście do nauki mechanik. Gra nie zasypuje gracza tutorialami ani wielkimi komunikatami typu „Aby przejść dalej, użyj umiejętności X na obiekcie Y”. Zamiast tego subtelnie sugeruje rozwiązania poprzez level design. Widzisz beczkę? Może da się ją przesunąć. Widzisz dziwnie ustawiony element mapy? Może jednak nie stoi tam przypadkowo. Dzięki temu człowiek naprawdę czuje, że sam odkrywa rozwiązania. Jest też przycisk podpowiedzi ale użyłam go w sumie kilka razy na potrzeby recenzji, żeby zobaczyć, w jaki sposób kierują one gracza.
Niestety, zdarzały mi się momenty, w których miałam wrażenie, że gra lekko „softlockuje” gracza. Kilka razy utknęłam na etapie i byłam przekonana, że coś się zepsuło albo przeoczyłam jakiś istotny element. Ostatecznie zazwyczaj wystarczyło wrócić do checkpointu, chwilę pomyśleć i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Trochę frustrujące, ale na szczęście nie były to prawdziwe blokady progresji.
Eksploracja niestety wypada dość średnio. Jestem typem gracza, który zawsze idzie „w złą stronę”, żeby sprawdzić, czy twórcy ukryli tam jakiś sekret. W Darwin’s Paradox bardzo często kończyło się to… śmiercią i powrotem do checkpointu. Gra raczej nie nagradza ciekawości gracza w taki sposób, jak robią to inne platformówki tego typu. Nie mówię, że nie ma w ogóle znajdziek. Po prostu jest ich mniej i nie w miejscach, które się aż proszą o chociażby easteregg.
Najbardziej problematyczne były dla mnie jednak końcowe etapy gry. W pewnym momencie produkcja zaczyna bardzo mocno wymagać od gracza przechodzenia segmentów dokładnie w sposób zaplanowany przez twórców. Wielokrotnie wykonywałam skok, który logicznie powinien zakończyć się sukcesem, lądowałam bezpiecznie… po czym gra stwierdzała: „Nope, umierasz”. I trzeba było zaczynać cały fragment od początku. Kurcze, jakoś wolę mimo wszystko większą swobodę w dotarciu do celu, ale to pewnie tylko moje podejście.
Technicznie gra ma lekkie problemy. Jak na produkcję o stosunkowo prostych założeniach, Darwin’s Paradox jest lekko źle zoptymalizowane. Podejrzewam, że częściowo wynika to z użycia Unreal Engine, który momentami wydaje się lekkim overkillem dla takiej gry. Kilka razy podczas cutscenek dostałam klasycznego „Fatal Errora”, co trochę wybijało z immersji. Gdy się error pojawiał, wiedziałam, że czas sobie odpuścić na dany dzień grę i wrócić do niej kiedy indziej.
Mimo tych problemów nadal uważam, że Darwin’s Paradox to ciekawa i klimatyczna produkcja. Jeśli lubicie gry w stylu Limbo, Inside czy Little Nightmares, zdecydowanie warto mieć ją na radarze.
Osobiście jednak uważam, że gra jest odrobinę za droga względem ilości zawartości i frajdy, jaką oferuje. Dlatego moim zdaniem najlepiej poczekać na jakąś promocję albo jak będize w jakiejś paczce gier w HumbleBundle lub innej.
Grę możecie zakupić tutaj na różne platformy z mojego reflinka: 👉Darwin's Paradox👈




Komentarze (Potrzebne konto na GitHub)
Komentarze Giscus są wyłączone do czasu zgody na treści zewnętrzne.